Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Dzieci, cola i kofeina

Spożycie coca-coli jest w Polsce bardzo wysokie, szczególnie wśród młodych ludzi. Coca-cola należy bowiem do najpopularniejszych napojów orzeźwiających.

Piją ją dorośli i dzieci. Jednak już od kilku lat dietetycy i lekarze ostrzegają przed skutkami ubocznymi. Zawarte w niej substancje zwiększają bowiem poziom węglowodanów  w ustroju oraz zawarta w coli kofeina wypłukuje z organizmu niezbędne składniki mineralne. Niepokojącą sytuacją jest społeczna akceptacja podawania coli dzieciom. Zapominamy, że cola tak jak i kawa zawiera kofeinę. Ilość tego pobudzającego związku w napojach typu cola wynosi od 30 do 40 mg/ 100 ml. Jest to substancja biologicznie czynna – alkaloid szeroko rozpowszechniony w świecie roślinnym, który dobrze wchłania się z przewodu pokarmowego i dosyć łatwo zamienia się w ustroju w kwas moczowy. Działa ona pobudzająco na układy oddechowy, nerwowy i ruchowy.

Być może przytoczone poniżej ciekawe doświadczenie Dicka Duerksena o wpływie picia coli zdecydowanie obniży ich spożycie wśród dzieci i nie tylko.

Kiedyś przez pięć lat pracowałem jako dyrektor chrześcijańskiej szkoły średniej. Uczyło się w niej około 260 nastolatków, z których każdy próbował przekraczać granice i dochodzić do krawędzi swoich możliwości, co jest normalne w wieku dorastania.

Jedno z przykazań, które najusilniej próbowali przekraczać, brzmiało: “Nie będziesz pił napojów kofeinowych w autokarze”. Szkoła korzystała z autokarów wożąc dzieci do domu na wakacje albo na wycieczki w góry, wyjazdy zespołów muzycznych i chórów oraz przy wszelkich innych okazjach wymagających przemieszczenia większej grupy uczniów na dużą odległość. Obowiązywał zakaz: “Żadnej kofeiny w czasie podróży”. Ponieważ był to zakaz, który jako dyrektor “odziedziczyłem” po poprzednikach, zapytałem o powód tego zakazu na zebraniu rady pedagogicznej. Odpowiedź była prosta i rzeczowa: “Kofeina zmienia te dzieciaki w małe potwory”. “Roznieśliby autokar na strzępy”. “Można zwariować, gdy jedzie się z nimi, a oni piją te kofeinowe napoje”.

Nigdy nie słyszałem w reklamach coli o takich reakcjach na spożycie tego napoju, więc postanowilem zrobić eksperyment. Kto ma rację – nauczyciele czy dzieci?

Jechaliśmy starym autokarem do Sheridan w stanie Wyoming. W piątek, w autobusie pełnym dzieciaków nie mogących doczekać już się biwaku, przypomniałem zasadę: “Żadnych napojów kofeinowych”. Sprzeczali się ze mną, ale pili tylko soki i zachowywali się jak normalni ludzie przez całą drogę do Sheridan.

W poniedziałek, w autobusie pełnym wyczerpanych dzieciaków, “gorliwie” powracających do szkoły, zaproponowałem jednorazowe odstępstwo od zasady. Pod dystrybutorem z colą ustawiła się długa kolejka. Był to uważnie obserwowany, nienaukowy eksperyment. W krótkim czasie ich zmęczenie zniknęło, a jego miejsce zajęło nadaktywne zachowanie. Rzeczywiście – niemal zdemolowali autokar. Wróciłem do szkoły upokorzony i gotowy ufać mądrzejszym ode mnie.

Odrobina kofeiny wystarczy, by rozbudzić zmęczone dzieci i dać im nadmiar energii, nad którą nie potrafią zapanować, gdy są zamknięte w autokarze. Większa ilość kofeiny sprawia, że dosłownie ich roznosi.

Zastanawiam się, co kofeina robi z ich umysłami, skoro tak silnie działa na ich ciała?”

Według reklam – cola to “napój szczęścia”. Kiedy dziecko czuje się zmęczone, boli je głowa – zawsze może sięgnąć po puszkę coli – od razu poczuje się lepiej, ale nie na długo.  Potem sięga po kolejną puszkę, i po kolejną, i po kolejną – i tak oto rodzi się uzależnienie.

0 komentarze

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry